Przebudziłam się za pięć dwunasta czując słodki zapach naleśników. To tylko wróżyło że Lex zabrała się za śniadanie. Uśmiechnięta owinięta w wełniany szlafrok poczłapałam w kocich kapciach do kuchni. - Cześć Misiu ! - przywitałam ją podobnie jak poprzedniego dnia. Spojrzała na mnie i uśmiechając się przyjaźnie mrugnęła do mnie. Chwyciłam pulchny placek z talerza, czułam jak przypieka mnie w palce ale jak już poczułam jego słodki smak już nie zwracałam na to dłużej uwagi. Zajęłam się jedzeniem naleśników a w myślach cały czas zastanawiałam się nad dojazdem do kawiarni. Po najedzeniu się z Lex jej placuszkami poszłyśmy się uszykować do wyjścia. Postawiłam dzisiaj na wygodę. Ubrałam zwykłe długie granatowe rurki, biały t-shirt i granatowy sweter a na nogi stare trampki. Moja lokatorka ubrała się w swoje ulubione czarne rurki i długi rozciągnięty czerwony sweter do tego pod kolor spodni vansy i obie uznałyśmy że jesteśmy gotowe. Wyszłyśmy pod kamienice idąc w stronę naszego samochodu, pod rodzę mijając na schodach z uśmiechem na twarzy Lucy.
Dojazd do pracy był dość prosty, Starbucks nie był aż tak daleko od nas jak się obawiałam, był zaledwie cztery przecznice od naszej kamienicy. Dojechałyśmy na miejsce spokojnie na 14 o której miałam zaczynać prace. Na początku byłam trochę zdezorientowana tym że mam przyjść o innej godzinie niż o tej o której jest wiadomo w ogłoszeniu.Ale puki nie miałam szkoły mogłam spokojnie pracować.
Weszłam do lokalu odmachując Lexi w drzwiach i poczułam od razu mocny aromat kawy, w kawiarni było nie wiele osób. Podeszłam do kobiety przy ladzie. - Dzień dobry,ja wczoraj do pani dzwoniłam w sprawie oferty pracy. Miałam tu dziś zacząć pracować. Jestem Lottie.- wyjaśniłam uśmiechając się spokojnie. -A własnie na ciebie czekałam, no chodź za mną. - powiedziała i poszła za duże brązowe drzwi z okienkami. Okrążyłam blat i poszłam za jej śladem. Za drzwiami było coś w rodzaju szatni. Podeszłam do kobiety i chwyciłam za fartuch który trzymała w dłoni z moim imieniem. - Ubierz go, umyj ręce i przyjdź zaraz ogarniesz co i jak. - powiedziała i wyszła za drzwi. A ja w tym czasie szybo ubrałam fartuch, poprawiłam włosy i umyłam ręce jak prosiła. Odrobinę zdenerwowana wyszłam i zabrałam się do roboty. W gruncie rzeczy gdy zrobiłam pierwsze dziesięć zamówień kierowniczka powiedziała że jak na nową idzie mi dobrze. Tylko trzy razy pomyliłam zamówienie i nalałam co innego. Około godziny szesnastej zaczął się robić tłok i ruch. Wszyscy chcieli jak najszybciej dostać kawę lub kakao czy jakieś ciastko by mieć lunch z głowy i iść sobie. A ja czułam jak się we mnie gotuje. Nie mogłam sobie z niczym poradzić. Wzięłam kolejny kubek kawy. Spojrzałam na podpis i przeczytałam na głos" Harry Styles" powtórzyłam sobie to parę razy w myślach i dopiero podniosłam wzrok. Czułam jak ręce zaczynają mi dygotać. Stał przede mną, ten o którym marzą by spotkać tysiące nastolatek, stoi przede mną. W granatowych rurkach, czarnej koszulce, i trampkach. Jego loki powykręcane w każdą stronę i zielone oliwkowe oczy były dla mnie pierwszy raz tak realistyczne. Po chwili milczenia gdy szturchnęła mnie kierowniczka a ludzie zaczęli się niecierpliwić zdałam sobie sprawę że chłopak do mnie mówi - Przepraszam to moja kawa? Carrie tak? To moja? - pytał przyglądając mi się z ciekawością. Chwyciłam szybko za marker i obok imienia Harrego nabazgroliłam najładniej jak umiałam mój numer i imię. Po tym dopiero mogłam z uśmiechem oddać mu kawę. - Proszę i zapraszam ponownie. - powiedziałam podniecona próbując się opanować.
Przez resztę dnia nie mogłam się uspokoić chodziłam nerwowo zerkając na telefon mając głupawą nadzieje że napisze lub zadzwoni. Po dwudziestej przyszło mi się zbierać do domu. Wyszłam przed kawiarnie i wypatrywałam za Lexie w aucie. Po kwadransie czekanie podjechała po mnie jak widać też strasznie zadowolona. Usiadłam obok niej i spojrzałam na jej uśmiech. - No mów co się stało - było widać po jej minie że tylko na to czekała. - Zgadnij na kogo dziś wywaliłam swoje pierwsze zamówienie! -krzyknęła śmiejąc się i zasłaniając sobie usta dłońmi . - No nie zgadnę mów! - patrzyłam na nią również już się śmiejąc.
- Wywaliłam na dzisiaj tace z kebabem na Niall'a Horan'a. I powiedział że się nie będzie gniewał jak mu dam drugiego za darmo i swój numer. - powiedziała krzycząc. Nie zdążyłam jej odpowiedzieć gdy zaczął mi dzwonić telefon. Spojrzałam na numer widniejący na ekranie, nie znałam go. Wcisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam go do ucha.
-Cześć Carrie, tu Harry - zdębiałam. Znów dostałam drgawek. Uśmiechnęłam się sama do siebie i wcisnęłam na głośno mówiący.
- Cześć Harry- powiedziałam śmiejąc się.
- No więc dałaś mi dziś swój numer, więc pomyślałem że chcesz się umówić. - powiedział a ja poczułam że zaraz dostanę zawału. Przed tyle czasu modliłam się by iść na ich koncert. A dziś? A dziś jestem zapraszana przez jednego z nich na randkę. Czułam że coś się dzieje za szybko.. ale nie mogłam się też powstrzymać..
Dalej? :)
JARAM SIĘĘĘ
OdpowiedzUsuńale bycie ciotą w sumie ma swoje plusy XDD
fajne:) pisz dalej:P
OdpowiedzUsuńUwielbiam czytać twojego bloga i dlatego nominowałam go do Liebster Award.
OdpowiedzUsuńSzczegóły na moim blogu:
http://becrazyandlazy.blogspot.com/