07 listopada 2012

1~We’re too young to know about forever

Zatrzymałyśmy się przed dużą starą kamienicą  na ulicy Whitehall niedaleko placu Trafalgar Square.
W tym o to budynku miałyśmy szczęście wynająć mieszkanie na ostatnim piętrze. Wchodząc do mieszkania
przez stare dębowe drzwi dało się wyczuć zapach drewna. Zanim się tu wprowadziłyśmy była tu stolarnia. Więc trzeba było się jeszcze długo przygotować na to że ten zapach będzie nas prześladować.
Na początku zaczęłyśmy od rozpakowywania cięższych kartonów. Nasi rodzice z obawy że przez pierwsze dwa miesiące nie będziemy w stanie pojąć gdzie iść do sklepu i co najlepiej kupić, zaopatrzyli w nas w jeden wielki karton środków czystości które Lexi upchnęła w szafce kuchennej pod zlewem. Z upływem minut mieszkanie wyglądało coraz lepiej, stół z ciemnego drewna pokryłyśmy dużym białym obrusem i postawiłyśmy na nim słoik na ciasteczka z pieniędzmi na "czarną godzinę". Na kanapie w salonie połączonym z kuchnią, porozrzucałyśmy pełno poduszek.A na każdej półce w mieszkaniu stało chociaż jedno zdjęcie nasze z rodziną i przyjaciółmi z Polski oprawionymi w ramkę. Po około trzech męczących godzinach targania się z torbami i kartonami rozpakowywałyśmy i porozstawiałyśmy tam gdzie trzeba wszystkie rzeczy. Później każda bez słowa ledwo ruszając nogami i rękoma poszła wziąć krótki prysznic i do "łózia" jak to było mi czasem powiadać.
***
Rano obudziły mnie ciepłe słoneczne promienie przebijające się przez białe firanki które zawiesiłam wczoraj na karniszach u mnie w pokoju. Wygodnie wyciągnęłam się na łóżku rozpychając się rękoma i nogami na całym łóżku. Po omacku zaczęłam szukać pod poduszką swojego telefonu, wyczułam ręką coś prostokątnego i wyciągnęłam telefon. Dochodziła pomału godzina dwunasta. "Nie ma jak to niedziela.. " powiedziałam do siebie śmiejąc się pod nosem. Wygramoliłam się z łóżka i wkładając nogi w ciepłe puchowe kocie kapcie podeszłam do okna. Duży niski parapet wyścielony kocem i poduszkami przy dużym oknie idealnie nadawał się do siedzenia z ciepłym kakao i wpatrywanie się w codzienność za oknem.
Z uśmiechem na ustach poczłapałam w kapciach do pokoju Lex. - Misiu ! -krzyknęłam pieszczotliwie na wejściu i dostrzegłam ją jak siedzi na parapecie z kubkiem czekoladowego szczęścia w płynie i uśmiecha się do okna. Usiadłam uśmiechnięta na przeciw niej podwijając nogi pod siebie. - Jak pierwsza noc w nowym domu? - zapytałam zadowolona i zainteresowana. - Przez 10 minut z podekscytowania nie mogłam zasnąć,a potem nie pamiętam. Film mi się urwał. - powiedziała śmiejąc się cicho pod nosem.
- Czyli rozumiem dobrze. - podsumowałam rozbawiona. - Co mamy dziś w planach? - zapytałam rozglądając się po pokoju. - Wypadało by poszukać ofert pracy w gazecie bo w niedziele raczej niewiele załatwimy ale poszukać zacząć możemy. - przeanalizowałam w myślach to co powiedziała i najrozsądniej uznałam że zrobimy tak jak mówi. - No masz racje-przyznałam. Wstałam z parapetu i śmiejąc się z samej siebie wybiegłam z mieszkania i człapiąc o stare schody kapciami zbiegłam na dół do skrzynek gdzie leżały gazety. Wzięłam mały stosik i wróciłam szybko na górę. - Debil - powiedziała Lex witając mnie w kuchni gdy położyłam przed nią gazety w kuchni. -Chciałaś to masz, więc nie narzekaj.- poskarżyłam się wytykając na nią język.Usiadłam przy drewnianym stole i zaczęłam przeglądać ogłoszenia ofert pracy.
Opiekunka do dziecka - może i bym się nadawała,lubię dzieci. Ale jak taką prace pogodzić z szkołą?
Fast Food- kompletnie odpada. Nie lubię pracować w takich miejscach. Wole czasem nie wiedzieć cię dzieje z jedzeniem które jem.
Starbucks - spojrzałam na godzinny pracy między szesnastą a dwudziestą. Zastanawiając się dłużej stwierdziłam że to praca dla mnie.
Klars wybrała natomiast prace w Nando's uwielbiała tam jeść i z chęcią uznała że podejmie się tam pracy przynajmniej na próbę.
Każda z nas wykręciła numer do pracodawcy. Zaciskając kciuki odmówiłyśmy szczerą telefoniczną rozmowę i umówiłyśmy się każda z nas na drugi dzień. Każda została przyjęta na okres próbny.
-Udało się-  szepnęłam do niej po rozłączeniu się. Zaczęłyśmy się cieszyć jak głupie, pierwszy dzień a udało nam się już załatwić prace. Byle los był dalej tak po naszej stronie. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Zaskoczone że ktoś mógł nas odwiedzić mimo że jeszcze nikogo tu nie znamy poszłyśmy otworzyć drzwi.
Byłyśmy jeszcze bardziej zdumione gdy odkryłyśmy że za drzwiami stoi dziewczyna na pierwszy rzut oka w naszym wieku. -Cześć - powiedziała śmiało wyciągając w naszą stronę drobną dłoń. - Heej- odpowiedziałyśmy równocześnie ściskając po kolei jej dłoń. - Jestem Lucy, mieszkam pod wami i pomyślałam że skoro nikogo tu nie znacie to warto było by się poznać. -uśmiechnęła się a jej policzki zakryły rumieńce. - Jasne wejdź.- zaprosiłam ją do środka i szczerząc się przyjaźnie usiadłyśmy razem z nią na kanapie. -To jak wam się w kamienicy? -zapytała skrępowana. - Fajnie, jest urocza-  tak urocza- zawtórowałam Klars. - Masz ochotę na czekoladowe szczęście w płynie? -zapytałam wstając z kanapy. - Z chęcią.
Poszłam do kuchni zaparzyć czekoladę i za blatu cały czas obserwowałam i   przysłuchiwałam się rozmowie dziewczyn. Można było powiedzieć że Lucy nie różniła się od nas bardzo. Była podobna. Rozumiała nasze porąbane poczucie humoru, nasze skróty dziwne znaczenia słowne. Jak byśmy ją znały od lat. Siedziałyśmy z nią tak do późna,popijając kakao i rozmawiając o głupotach i świństwach śmiejąc się z siebie nawzajem.
Aż nadeszła pora by pójść spać by uszykować się na nowy dzień pełny wrażeń i niespodzianek...




* * *
I jak pierwszy rozdział?
Za wszelkie pomyłki i wpadki w słowach przepraszam.
Zapraszam na jutro na II rozdział ! ~Carrie

2 komentarze:

  1. SZALONA! podoba mi się ten pomysł z Nandos! <333333333 lofki kofki
    jutro chcę widzieć nast :******

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham twojego bloga.Amen. :D

    OdpowiedzUsuń